Czytaj na walizkach

Subiektywnie o książkach, podróżach i życiu pełnym niespodzianek

Kiedy książka staje się filmem – #czytajznami

22 kwietnia 2017 paulina komentarzy 29

Jak Was znam to Wiem, że lubicie książki. A filmy? A może książka, która staje się filmem? Co Wy na to? Dziś w ramach #klubksiążki PRZECZYTAJ&PODAJDALEJ #czytajznami  stworzonym przez Magdę z Save the magic moments przedstawiam Wam 3 fantastyczne blogerki, które przybyły na mój blog z gorącymi recenzjami: Książka przeniesiona na srebrny ekran, czyli jaka ekranizacja książki Cię zachwyciła?  

Kiedy książka staje się filmem

ANTOSIEWICZ.edu

książka staje się filmem

Jaka ekranizacja książki mnie zachwyciła?

Dość trudne jest to pytanie, bo rzadko, naprawdę rzadko zdarza się tak, że czytam książki, które później są ekranizowane. Albo oglądam filmy, albo czytam książkę – to znacznie lepszy scenariusz. Dzięki temu omija mnie niesmak, jaki miałam np. w przypadku Grey’a gdzie książka mnie poruszyła niesamowicie, a film rozczarował (a Pan Mąż mówił, żebym tak nie czekała, bo się rozczaruję – miał, jak prawie zawsze, rację!). Drugim aspektem mojej niewiedzy na ten temat jest fakt, że najczęściej (zwłaszcza w Polsce) ekranizuje się lektury szkolne, a w czasach szkoły czytanie nie było moją pasją (też nie wiem, jak to możliwe).

Jest jednak pewna ekranizacja, która rzeczywiście zachwyciła mnie za pierwszym razem i co więcej – zachwyca mnie za każdym razem, gdy ją oglądam. A oglądam co najmniej kilka razy w roku, bo to mój ulubiony film. Chodzi oczywiście o „Jedz, módl się, kochaj”, w reżyserii Ryan’a Murph’ego (ciekawostka: jest on reżyserem głównie …. seriali telewizyjnych!). Zakochałam się od razu. Od pierwszego obejrzenia. Wspaniale poprowadzona fabuła, dobre tempo akcji, genialna muzyka, Julia Roberts – idealnie dobrana do roli (i w rzeczywistości niezwykle podobna do Liz Gilberth). W tym filmie jest wszystko, co robi na mnie wrażenie: jedzenie, przyjaciele, samotność, medytacja, edukacja, rozwój osobisty, miłość dojrzała. Do tego piękne krajobrazy, wspaniale zmontowane zdjęcia – niezwykle sugestywne i emocjonalne w odbiorze. Jednocześnie żadnych spektakularnych zwrotów akcji, dramatycznych epizodów. Lekki, przyjemny, doskonały film. Piękny. Zachwycający od pierwszej do ostatniej minuty. Żadnego niedomkniętego wątku, żadnych niepotrzebnych elementów, zdań, zdarzeń. Wszystko na swoim miejscu jak ułożone puzzle.

Film mnie zachwycił. Ale – książki nie dałam rady przeczytać mimo kilku podejść. Po prostu Elisabeth Gilbert nie pisze w moim stylu. Ale o tym więcej w moim wpisie z tej serii już w maju.

książka staje się filmem

Kaśka – Żona, Matka, Córka. Żyje z projektów unijnych. Trener biznesu. Trener ogarniętości. Zafascynowana czasem. Ale najbardziej – wielbicielka dobrych książek i ciekawych filmów, które zapadają w pamięć. Organizatorka życia podporządkowanego pod slow life, relaks, odpoczynek i oczywiście czytanie!

Z KSIĄŻKĄ DO ŁÓŻKA

książka staje się filmem

Jest tyle ekranizacji, które niesamowicie przypadły mi do gustu. Jest to między innymi „Zielona mila” (reż. Frank Darabont, na podstawie książki Stephena Kinga), „Akademia wampirów” (reż. Mark Waters, na podstawie książki Richelle Mead), „Harry Potter” (reż. Chris Columbus, na podstawie książki J.K. Rowling), „Planeta małp” (reż. Tim Burton, na podstawie książki Pierre Boulle), „Kod Da Vinci” (reż. Ron Howard, na podstawie książki Dana Browna), „Miasto Kości” (reż. Harald Zwart, na podstawie książki Cassandry Clare), „Love, Rosie” (reż. Christian Ditter, na podstawie książki Cecelia Ahern) i wiele, wiele innych.

Chciałabym jednak napisać o jednym, który oglądałam już tyle razy, że aż znam go na pamięć. Miłość do niego zaszczepili mi rodzice, kiedy byłam jeszcze nastolatką. Będą to „Młodzi gniewni”, reż. John N. Smith. Scenariusz oparty na biograficznej książce LouAnne Johnson, o tym samym tytule.

Opowiada historię byłej oficer, która zostaje nauczycielką w klasie z trudną młodzieżą. Jej poprzedniczka odeszła, ponieważ nie wytrzymała nerwowo. Jednak ona nie zamierza się poddać. Wie, że każdego ucznia można przystosować do życia w społeczeństwie, nieważne jak daleko zaszedł w swojej złej drodze. Aby móc przywrócić wiarę swojej klasy we własne możliwości, pomóc zmierzyć im się z życiem i lękami, wymyśla coraz to nowe sposoby, które choć niekonwencjonalne, to przynoszą efekty. Uczniowie zaczynają jej ufać, wierzyć, że jest w stanie im pomóc. Przekonują się do nauki i walki o własną przyszłość. Jednak szczęście bywa ulotne i niestety nie wszystkim jest ono pisane. Niektórych problemów nie da się rozwiązać, albo jest już na to za późno.

książka staje się filmem

Film jest bardzo wzruszający. Nie skłamię, jeśli powiem, że do tej pory na nim płaczę. W pewnym momencie przestałam go nawet oglądać, ponieważ bałam się tego przejmującego smutku. W ostatnim czasie nawet często widziałam, że emitowali go w telewizji, jednak wiem, że rzadko kto chce go oglądać, w końcu jest to dość stara pozycja (w sumie jest w moim wieku i choć ja stara nie jestem, to produkcje filmów rządzą się innymi prawami). Michelle Pfeiffer, aktorka grająca gówną bohaterkę, bardzo wczuła się w swoją rolę. Jej styl bycia, charakter idealnie pasowały do tej historii. Ponadto uczniowie byli naprawdę dobrze przedstawieni, niezwykle realistycznie. Nawet ścieżka dźwiękowa skradła moje serce. Przede wszystkim mam tu na myśli „Gangsta’s Paradise” – Coolio, moja ukochana, najbardziej raniąca piosenka z całego soundtracku.

Zarówno książka jak i film posiadają cechy ponadczasowości. Nadto idealnie przedstawia klimat tamtych lat. Sama fabuła opierająca się na amerykańskiej młodzieży, która wciąga się w niebezpieczny świat, jest jak najbardziej współczesna. Choć jest to element, który często jest zaczerpnięty do filmów, to jednak ten tytuł jest mi najbliższy. Szczerze polecam! Ostrzegam, może złamać niejedno serce.

Blog „Z książką do łóżka” powstał z czystej miłości do książek. Na początku nie miałam pojęcia, że tak dużo osób prowadzi tego typu zapiski, jednak z czasem, gdy zaczęłam zagłębiać się w świat blogosfery książkowej, odnalazłam mnóstwo pokrewnych dusz. Rozpoczęłam szaloną przygodę z recenzjami, piszę opinię o prawie każdej przeczytanej książce, ponieważ sprawia mi to radość. Dużo czytam, bo w pracy często mam sporo wolnego. Ani recenzowanie ani czytanie nie traktuję jako obowiązek, choć przykładam się do tego jak do drugiej pracy. Mój blog jest dla mnie oddechem od codziennego życia, przyjemnością czerpaną garściami.

ŚWIAT TOMSKIEGO

książka staje się filmem

Zapewne Was zaskoczę swoim wyborem, ale zastanawiając się o czym napisać postanowiłam podejść do tematu nieszablonowo… Wielu będzie się pewnie spierało czy komiks można rozważać w kategoriach książki jednak jest to pozycja wyjątkowa, o której warto mówić i pisać.

Ekranizacja komiksu „Watchmen” / „Strażnicy”, który ukazywał się w epizodach w latach 1986-1987. To dzieło angielskiego scenarzysty Alana Moore’a i rysownika Dave’a Gibbonsa.  Na grunt kina przeniesiony przez reżysera  Zack Snyder’a.

Jest to powieść graficzna, która została okrzyknięta jednym z najważniejszych utworów kultury obrazkowej i zaliczona w poczet arcydzieł kultury współczesnej, New York Times umieścił ją na liście 100 najważniejszych powieści XX wieku.

Licząca ponad 400 stron powieść graficzna przełamała wszelkie komiksowe stereotypy, o prostocie i banalności podejmowanych przez literaturę obrazkową tematów, o ograniczeniach narracyjnych tego medium i niemożliwości podźwignięcia problematyki aktualnej dla społeczeństw XX wieku. Komiks, który z pozoru jest kolejną historią superbohaterów kryje w sobie znacznie większą głębię. Snyder, który podjął się ekranizacji tego komiksu stanął przed zadaniem, któremu przez dwadzieścia lat nie mogli podołać scenarzyści, reżyserowie i producenci z Hollywood. Jednym z podstawowych problemów jaki stawia komiks jest jego obszerność, mnogość wątków i poruszanych kwestii. Snyder, któremu odmawiano talentu, odniósł się do pierwowzoru z niebywałym szacunkiem. Stoczył niemałą batalię z producentami o ostateczny kształt filmu i jego długość. Wersja filmu, która trafiła do kin liczyła sobie 2,5 godziny, jednak ostateczna wersja reżyserska to 3,5 godzinny, monumentalny, refleksyjny i niesłychanie wierny film komiksowy, który trudno, mimo tematyki i rodowodu, nazwać produktem kultury masowej. To zdecydowanie nie jest film dla każdego, to gratka dla koneserów kina, którzy będą potrafili odnaleźć się w tej intertekstualnej, postmodernistycznej wizji.

książka staje się filmem

Film utrzymany w konwencji kina noir to jednak coś więcej niż czarny kryminał, to refleksja nad stanem współczesnego świata, postmodernistyczna lekcja historii najnowszej, nawiązania do kultury, ekonomii, spojrzenie na politykę wielkich mocarstw i okres Zimnej Wojny.

Trudno przebrnąć przez to dzieło za jednym zamachem.  Struktura i sposób opowiadania w „Strażnikach” przywodzą na myśl utwór Jamesa Joyce’a „Ulisses”. W „Strażnikach” kilkadziesiąt stron jest pisanych „litą” prozą, co zaburza tradycyjne odczytanie komiksu. Reżyserowi i scenarzystom filmowej wersji udało  zmieścić większość elementów przedstawionych w papierowym pierwowzorze. Niektóre wątki uległy nieznacznemu spłyceniu, zmieniono także zakończenie, a przez to jeden z głównych elementów intrygi, zachowując jednak identyczny wydźwięk finałowego rozstrzygnięcia i całego utworu. Tym samym, zakończeniu nadano charakter bardziej realistyczny i pasujący do całości. Można powiedzieć, że to poprawianie „mistrza” udało się filmowcom, mimo, iż zbudziło duże kontrowersje wśród konserwatywnych fanów i krytyków. Filmowa wersja wydaje się w porównaniu z komiksem bardziej przejrzysta, być może dlatego, że nie można było na grunt kina przenieść tego całego, wizjonerskiego sposobu opowiadania.

Film otrzymał kategorię R, zarezerwowaną dla widzów dorosłych – nie jest to film dla każdego. Nie można go oglądać bezmyślnie, wymaga przynajmniej odrobiny kompetencji kulturowych do odczytania pewnych tropów, znajomości faktów i postaci oraz wydarzeń historycznych.

Świat Tomskiego, czyli mama Natalia, Tomski, Leon oraz tata chłopców. Miłośnicy książek, gier i zabawek. Recenzujemy, sprawdzamy i ciągle czytamy! Dodatkowo za chwil parę dołączy do nas kolejna testerka. Miłej lektury!

P.S. Dziewczyny przedstawiły świetne recenzje książek, które stały się filmami, dodam, że każdy z nich widziałam, a Wy? Macie swoje ulubione ekranizacje książek?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

#czytaj z nami#ekranizacje książek#kiedy książka staje się filmem#książka a film#przeczytaj&podajdalej#recenzje blogerów#recenzje ksiazek

Miło mi że tu jesteś, jeśli tekst Ci się spodobał. Pozostaw po sobie jakiś ślad.

Każdy komentarz to dla mnie zastrzyk motywacji.

Zobacz również moje najpopularniejsze wpisy

Poprzedni wpis

Następny wpis

  • Może nie będę zbyt oryginalna, ale moją ulubioną ekranizacją książek jest cała seria o Harrym Potterze. W moim przypadku było tak, że najpierw obejrzałam filmy, a potem, po upływie kilku lat, wzięłam się za lekturę. Byłam nią po prostu zachwycona i choć ekranizacja Harrego jest naprawdę udana, książki wiele wyjaśniają i pozwalają żyć światem bohaterów.

    • Seria o Harrym Potterze to moje dzieciństwo 🙂 Najbardziej lubię trzeci film ,,Harry Potter i Więzień Azkabanu” jak dla mnie najciekawszy z całej serii:)

  • W 100% zgadzam się z Magdaleną Szczepaniak! Od Harry’ego Pottera zaczęła się moja miłość do książek i na niej się kończy… Chociaż… oprócz tego cyklu znalazłoby się jeszcze kilka innych powieści, które przeniesiono na kinowe ekrany, np. „Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes, „P.S. Kocham Cię” Ahern, „Igrzyska śmierci”, „List w butelce” Sparksa i oczywiście „Zielona Mila” Kinga 🙂

    • No i Ania z Zielonego Wzgórza 🙂

      • Bardzo lubię wszystkie, które wymieniłyście 🙂 Z niecierpliwością czekam na serial Netflixa na podstawie książek o Ani z Zielonego Wzgórza 🙂 A ekranizacja ,,Zielonej Mili” to jedna z lepszych ról Tony’ego Henksa 🙂

        • Wiecie, że ja tego nigdy nie oglądałam 🙁 Muszę i przeczytać, i obejrzeć, bo aż wstyd

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Oooo! Zgadzam się z przedmówczyniami. Grey totalne rozczarowanie filmem! „Jedz, módl się i kochaj” również film bardziej przypadł mi do gustu, a „Młodzi gniewni” to klasyka sama w sobie.

    • ,,Jedz, módl się i kochaj” to film, który potrafi poprawić humor 🙂

  • Natalia, ale oryginale podejście do tematu – nie lubię komiksów, ale ich ekranizacje bardzo – jestem zakochana w całej serii Marvela – uwielbiam Kapitana Amerykę, Avengersów, Iron Manna. Scarlett JOhanson jest tu genialna.

    Młodzi gniewni są na podstawie książki? Wow – nie miałam pojęcia – a uwielbiam ten film, jest zachwycający. I piosenka Coolio – genialna.

    Dziewczyny mega oryginalny wpis i 3 zupełnie inne dziewczyny – nietuzinkowo Wam to wyszło. Doprawdy!

    • Też nie wiedziałam, że ,,Młodzi gniewni” są na podstawie książki i to autobiograficznej, a to nie lada ciekawostka:) Recenzje dziewczyn zachwycające:)

    • Obawiałam się trochę czy nie zbyt oryginalnie;) ale temat żywo omówiliśmy z mężem . Poczuliśmy się jakbyśmy znowu wrócili na studia;)

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Niestety pozostałych dwóch nie znam, choć pierwszy mnie kusi 🙂 Komiksów ani ich ekranizacji niestety nie lubię 🙁

    Kiedy pierwszy raz oglądałam „Młodzi gniewni”, to też nie wiedziałam, że jest na podstawie książki 🙂 Dopiero po dłuuugim czasie się dowiedziałam. I to przypadkiem 🙂

    • ,,Jedz, módl się i kochaj” to film do którego można wracać wiele razy, może akurat Ci się spodoba 🙂
      Mnie do ,,Watchmen” namówił narzeczony, bo też nie jestem amatorką komiksowych ekranizacji, jednak nie żałuje, szczególnie, że soundtrack jest genialny:)

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Oj tak. Jedz, módl się i kochaj film jest genialny, a z książką utknęłam dawno temu w połowie i nie dałam rady przeczytać niestety- nudna i rozwleczona, ale może też dlatego mi się nie podobała, bo najpierw widziałam film?
    Zgodzę się również co do Miasta kości. Film był ekstra, za to książkę męczyłam długo i podchodziłam do niej dwa razy. Ostatecznie przeczytałam, ale później film podobał mi się o wiele bardziej.
    Harrego Pottera oglądałam już tyle razy, że pewnie znam na pamięć 😉
    I Nigdy w życiu- uwielbiam teb film, książka mnie nie powaliła.

    • A mnie też bardziej podobał się film ,,Nigdy w życiu” jakoś książka to nie do końca moje klimaty 🙂 Sporo tych dobrych ekranizacji 🙂

    • Iza poważnie męczyłaś Cassandrę? JA przeczytałam wszystkie tomy, plus kolejną sagę i najnowszą 😛 uwielniam. A ekranizację też lubię – szczególnie Jace’a niby brzydki, a jednak coś fajnego w sobie ma. No i Clare – cudna

      NIgdy w życiu – Stenka genialna – druga część mega chała!

  • Dziewczyny! Świetne recenzje 🙂 Oryginalnie i interesująco – brawo!
    Oglądałam wszystkie filmy przez Was omówione i każdy z nich czymś ujmuje. Pierwszy klimatem, krajobrazami, pewnego rodzaju spokojem. Drugi jest mi bliski ze względu na tematykę – nauczyciel z pasją, walka o talent, próba kontaktu z rodzicem. Trzeci natomiast mnogością interpretacji i drugim dnem, które nie jest widoczne na pierwszy rzut oka – i tu zgadzam się z Natalią – warto zatrzymać się na chwilę, do pewnych obrazów wrócić, starać się zrozumieć, znaleźć odniesienia…

    Gdybym miała wybrać najlepszą ekranizację to według mnie byłaby to produkcja „Milczenie owiec” – film, który wgniótł mnie w fotel i pozostawił zagubioną, roztrzęsioną i pełną emocji, o które siebie nie podejrzewałam.
    Piękne są ekranizacje prozy Jane Austen, mocno klimatyczne i budzące nadzieję 🙂

    Jeszcze raz dziękuję za tekst. To była dla mnie świetna lektura na niedzielne przedpołudnie 🙂

    • ,,Milczenie owiec” odsłuchałam jako audibook, jeszcze nie widziałam filmu, ale jeśli polecasz to może w końcu się na niego skuszę.

    • Jak przyjemnie czytać takie miłe słowa 🙂

  • Szczerze mówiąc nie widziałam żadnego z tych filmów, chociaż o każdym słyszałam.
    Brawo dziewczyny, kawał świetnej roboty 🙂

  • Jedź, módl się, kochaj – to moje odkrycie zeszłego roku, oglądałam z zapartym tchem i wracam ilekroć mi źle.
    Na Młodych gniewnych – zawsze jak oglądam płaczę i mam po nim ogromną nadzieję, przywraca mi wiarę w ludzi.
    Watchmen – nie oglądałam, ale mąż twierdzi, że zaglądałam mu przez ramię i mówiłam, że mi się podoba 😉 ale było to bardzo dawno temu.

    Dobra robota dziewczyny 🙂

    • Też lubię wracać do ,,Jedź, módl się i kochaj” to jest film idealny na smutki 🙂

  • Czytałam i oglądałam „Jedz, módl się, kochaj” i dla mnie książka była nieco lepsza. Na filmie wynudziłam się tak bardzo, że mam ogromny niesmak do tego tytułu. Na pewno już nigdy nie sięgnę po książkę.

    Pozostałych tytułów w ogóle nie znam. Najlepsze ekranizacje według mnie to klasyka: Harry Potter, Władca Pierścieni, ale też serial Gra o tron (moim zdaniem nawet nieco lepszy niż książka), „Tajemnica Brokeback Mountain” (książka to porażka).

  • Pingback: Podsumowanie kwietnia – Kielce, święta i wyglądanie wiosny - Czytaj na walizkach()

  • Pingback: Autor, któremu dałam drugą szansę - post gościnny - kampania blogowa "Czytaj z nami"()

Najnowsze wpisy