Czytaj na walizkach

Subiektywnie o książkach, podróżach i życiu pełnym niespodzianek

Chodź opowiem Ci moją historię

9 września 2016 paulina komentarzy 21

Wyobraź sobie, że nie ma ograniczeń, że możesz wszystko. Dałeś/aś radę?

Chce Ci dziś opowiedzieć małą, moją historię, o tym, że podejście do różnych rzeczy się zmienia, wszystko zaczyna się w głowie, a Ty sam jesteś swoim najtrudniejszym przeciwnikiem. Chcesz posłuchać?

Gimnazjum, czyli czas zacząć moją historię

Kiedy chodziłam do gimnazjum nienawidziłam w-f. Był dla mnie zmorą i katorgą, tak dobrze myślicie – byłam przysłowiową łamagą. Jednak sama aktywność fizyczna nie sprawiała mi problemu, po prostu sportsmenka ze mnie nie była, a presja oceny powodowała, że wypadałam gorzej niż gdy nie musiałam się starać.

moja historie

Zajęcia na hali sportowej były do przeżycia, o ile nie trafiłam na prawie dwumetrową koleżankę (mam metr 160 i ogólnie okrągła była ze mnie istota) stojącą na linii obrony, kiedy ja próbowałam trafić na bramkę piłką do ręcznej.

Zaczynałam się bać, kiedy robiło się ciepło. Wtedy nasz ,,ukochany” pan od wychowania fizycznego zakrzykiwał dziarskim głosem ,,Dzisiaj biegamy”, a mi serce stawało w gardle. Horror to mało powiedziane. Buty zakładałam ze ściśniętym żołądkiem, a widok stawów, wokół których biegaliśmy (szkoła nie miała jeszcze bieżni), był chyba najgorszym z możliwych.

Kiedy stawałam na starcie wiedziałam już, że będę ostania. Nie dość, że nienawidziłam biegania, to nierówny teren, brak przygotowania, odpowiedniej rozgrzewki i jakichkolwiek wskazówek nie pomagał. Szczupłe i długonogie koleżanki biegły ile sił w nogach, a ja? No, cóż wypluwałam płuca drepcząc w ogonie.  Nic tak nie dołowało bardziej jak kpiny na w-f i docinki koleżanek, że przybiegłam ostatnia. Przestało  mi się chcieć biegać na lata.

Lata mijają, a ja?

Od tego czasu nienawidzę biegania, a bieganie wokół stawu wywołuje mój gwałtowny sprzeciw. Jednak do czasu. Od w-f w gimnazjum minęło już ponad 10 lat, to długi czas. Jak do tej pory kilka razy próbowałam, zarażona pasją A.

moja historie

Postanowiłam spróbować, próbowałam trzy lata temu, dwa lata temu i nawet rok temu. Po wolnym truchcie wspomnienia znienawidzonego w-f wracały, a mi siadała motywacja. Bo przecież nie lubię, nie nadaje się do tego, będę uprawiać inne sporty, to nic nie daje. Każda wymówka była dobra, aby nie biegać.

Walka z ograniczeniami

A ograniczenie, które kiedyś sama sobie postawiłam, że nie lubię i nie będę, wywołane oceną innych, moją średnią (delikatnie mówiąc) formą oraz irracjonalnym strachem, że przecież nie umiem biegać, pozbawiło mnie tej świetnej aktywności.

Ograniczenie urosło, napuchło  i na dobre zadomowiło się w mojej głowie, gdzie nie było miejsca na to, że bieganie może być fajne. Może być fajne dla mnie!

moja historie

Coś się ostatnio zmieniło. Może to czas na przemyślenia, wakacje, a może inspiracja jaką jest mój facet, który przebiegł w tym roku półmaraton – nie wiem. Wiem jedno, że biegam. I odniosłam swój pierwszy sukces, przebiegłam 3 km. 3 km! Bez zatrzymywania się, z własnej woli, sama, bez towarzystwa, bez zmuszani, bez zachęty. Po prostu, po wcześniejszych przygotowaniach, w końcu się udało.

Mogę wszystko

I wiecie co? Ograniczenia mają tylko tyle mocy ile im sami dajemy. Ni mniej ni więcej. Tak, Ford miał racje i pewnie to znacie ,,że jak mówisz, że możesz to masz racje, ą jak mówisz, że nie możesz to też masz racje”. Więc nie daj się i spróbuj zawalczyć sam/a ze sobą, o siebie, bo warto.

moja historie

Satysfakcja gwarantowana, polecam Paulina Gaworska;)

A już niedługo czas na kolejne ograniczenia i to takie spore. Dam radę im wszystkim.

Tekst napisany na przekór różnym kryzysom, które jakoś mnie ostatnio dotykają.

A Wy macie jakieś ograniczenia, z którymi walczycie, albo czule je pielęgnujecie?

#amatorskie bieganie#bieganie#jak zacząć biegać#moja historia#o bieganiu#ograniaczenia#pokonywanie własnych ograniczeń#walaka z ograniczeniami#walka z samym sobą

Miło mi że tu jesteś, jeśli tekst Ci się spodobał. Pozostaw po sobie jakiś ślad.

Każdy komentarz to dla mnie zastrzyk motywacji.

Zobacz również moje najpopularniejsze wpisy

Poprzedni wpis

Następny wpis

  • Ja mam, paradoksalnie powiem, problem z poznawaniem nowych osób… Ale jak widać walczę 😀

  • Zgadzam się z tym, co napisałaś: ograniczenia mają tyle mocy, ile im dajemy.
    Każdy z nas ma swoje ograniczenia, jedne większe, inne mniejsze. Ja też mam swoje. Wiele z nich udało mi się pokonać, nad innymi cały czas pracuję 🙂

  • Jejku gratulacje! Ja w ogóle nie cierpię aktywności fizycznej, a dobra figurę i metabolizm mam w genach po mamie i tylko to mnie ratuje. Też staram się. Złym walczyć, ale postanowiłam zacząć od jogi
    Cały czas walczę ze sobą bo przy małym dziecku ciężko się wyrwać poćwiczyć o ile ktoś mnie nie zastąpi… Z czasem będzie łatwiej – tak sobie powtarzam 🙂

    • Super, że łączysz i opiekę nad pociechą z aktywnością, to chyba wielkie wyzwanie?:) Trzymam kciuki za rozwój pasji. A sama muszę kiedyś spróbować jogi:)

      • Miałam kiedyś inne zdanie o jodze, wydawało mi się, że to takie tam fiu bździu 🙂 ale to serio bardzo wartościowe ćwiczenia, pozwalają skupić się na oddechu i wyciszyć. Ba! Można się nawet przy nich spocić 😀

  • Historia podobna do mojej. Ja do dzisiaj nie ogarniam dlaczego na w-fie kazano wszystkim biegać na długie dystanse bez żadnego przygotowania… przecież teraz tyle się o tym mówi, że jak ktoś nie biega, to nie przebiegnie od razu maratonu, a w szkole kazano nam biegać cały czas, przez 45 min na ocenę… Teraz też mam przez to niechęć do biegania i od razu mi się przypominają te straszne czasy 🙂 No ale jak widać da się przełamać i da się polubić, trzeba tylko wiedzieć jak do tego podejść. Gratulacje 😀

    • Każdy ma jakieś straszne wspomnienia ze szkoły, szkoda, że związane z w-f. Pewnie teraz inaczej wyglądało by korzystanie z różnych aktywności:)

  • Święta prawda. Czas odebrać moc naszym ograniczeniom.

    Też kiedyś byłam łamagą, więc załatwiłam sobie zwolnienie z wfu, żeby nie musieć się martwić, że skoczę za nisko czy rzucę za blisko, albo kozła nie przeskoczę… i do dziś nie lubię aktywności fizycznej, taki psikus z dzieciństwa.

  • Adam Gawryś

    Super tekst ! Tu wychodzi niestety bardzo słabe doświadczenie WF zdobyte za czasów PRL, lub trochę po upadku.(oczywiście nie wszystkich !). Jak mówi wielu biegaczy, biegać należy ‚głową’ ale również ‚z głową’. Pokonywać siebie, ale stawiać przed sobą realne cele i dystansy.
    Na szczęście czasy ‚słabych WFów’, minęły mamy cały internet, pełno blogów, Youtuba, strony o planach treningowych, relacje osób które zaczęły biegać po 50tce itd. Korzystajmy z tego.
    Paulina, nie odpuszczaj, dużej motywacji, biegaj z głową, a będzie coraz lepiej 😀

    • Z motywacją bywa różnie, ale się nie poddaję, zawsze do przodu:) Artykuły i filmiki są bardzo inspirujące, pokazują, że innym sie udało, więc dlaczego ma się nie udać mi:)

  • Gratuluję tych trzech kilometrów i wytrwałości! Ja swego czasu też nie byłam fanką wfu, więc kiedy tylko ze względów zdrowotnych dostałam z niego zwolnienie, odetchnęłam z ulgą. Dopiero po ukończeniu liceum i pierwszego roku studiów dotarło do mnie, jaką krzywdę sobie wyrządziłam. Kiedyś byłam gibka, nie bolał mnie kręgosłup, czułam się naprawdę dobrze – i wszystko to zepsułam. Teraz poszłam po rozum do głowy i od dwóch lat staram się regularnie ruszać 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki, rozwijaj się dalej! 🙂

    • Super, że przełamujesz się i działasz:) Im nas więcej tym lepiej:) A jak to wpływa na zdrowie:) Dzięki:)

  • Monia

    Czas zrozumieć, że nasza przeszłość nie ma już żadnej mocy
    Liczy sie tu i teraz. Liczę się ja… i tylko ja. Moja potrzeba teraz !

    I wiem, że mogę wszystko ….

    Paulina ! nie opuszczaj… biegnij do przodu, biegnij do swoich marzeń .. do swojego szczęścia
    ja trzymam mocno kciuki i wiem, że dasz radę !
    Monia

    • Bardzo dziękuję za taką dawkę motywacji, to na prawdę podnosi na duchu, aż chce się założyć buty i biec (dosłownie i w przenośni):)

  • Nie do końca się z tym zgodzę 🙂 ale to prawda ze trzeba wierzyć nawet jak się nie udaje 🙂

  • Brawo! Always keep your head up <3

  • Moje ograniczenia siedzą w mojej głowie, więc nauczyłam się je zwalczać samodzielnie. Zwykle mi się udaje, a jeśli potrzebuję wsparcia, zwracam się do bliskich i przyjaciół. Jestem typem fighterki, nie lubię się poddawać, a walka daje mi fajnego motywacyjnego kopa.

  • Czarna Skrzynka

    Kocham historie! Takie historie 🙂

Najnowsze wpisy